obrazek

Archive for Listopad, 2014

lis
22

Nie taka znów nowa, świecka tradycja

Posted by Magda i Marcin

[Marcin] Poznaniakom, 11 listopada, kojarzy się w pierwszej kolejności z rogalami świętomarcińskimi, w drugiej zaś ze Świętem Państwowym. Osobiście jednak, od czterech lat, mam zgoła odmienne skojarzenia związane z tym dniem. I nie, nie chodzi tu o moje imieniny (choć to miłe, że z tej okazji mieszkańcy miasta wywieszają flagi na maszty :) ) ale o to, że korzystając ze zwykle wydłużonego w tym okresie weekendu, wraz z podróżniczymi współtowarzyszami, dokonujemy zwiedzania europejskich stolic. Przekornie, pomimo jesiennego charakteru wyjazdu, za cel zawsze obieramy sobie miasta położone na północ od Poznania. Dotychczas gruntownie zapoznaliśmy się z Oslo, dwa lata później ze Sztokholmem, w tym roku łupem padło zaś Wilno.

Wilno – zarazem blisko jak i daleko; z grubsza 750 km z Poznania. Istnieje jednak komfortowa i bardzo korzystna finansowo opcja dotarcia do stolicy Litwy. Opcja ta nazywa się „autobus Simple Express” (http://www.simpleexpress.eu/pl). I tu rada praktyczna: przewoźnik Simple Express ma dla podróżnych stałą promocję, która polega na tym, że pierwsze 5 miejsc w każdym autobusie kosztuje 12 zł za przejazd, bez względu na relację autobusu i długość jazdy. Super, prawda? Jest jednak haczyk – trzeba być szybkim. Ale i na to jest sposób – wystarczy pamiętać, że przewoźnik uzupełnia pulę biletów regularnie, to jest zawsze równo 6 miesięcy przed planowanym rejsem. Do tego dodajemy wiedzę, że Simple Express jest firmą estońską, w związku z czym nowa pula biletów pojawia się zawsze o godz. 23.00 czasu polskiego (punkt północ w Estonii). Kto z nas może mieć jednak pewność, że za pół roku pojedzie do Wilna? Cóż, wystarczy na przód zaplanować sobie jeden z wielu polskich długich weekendów – jeśli plany nie dojdą do skutku to stratę 12 zł da się jakoś przeżyć.

Jeśli powyższa rada się komuś przysłuży, będę bardzo zadowolony, a wracając do meritum przyznaję, że Wilno przez pierwszy dzień, góra dwa, oferuje sporo do zobaczenia. Przede wszystkim klasyki, z których miasto słynie, warte są odwiedzenia – wieża Giedymina, kościół św. Anny, Ostra Brama, Wzgórze Trzech Krzyży – długo by jeszcze wymieniać. Z mniej standardowych wyborów polecam spacer, w szczególności wieczorny, ulicą Literatów (Literatų gatvė). Na ścianach budynków stojących przy tej ulicy współcześni artyści przygotowali otwartą ekspozycję upamiętniającą najznamienitszych pisarzy litewskich, polskich i białoruskich. Każdego z autorów upamiętnia jedna praca plastyczna. Jest to bardzo interesująca ekspozycja, klimatycznie oświetlona, zlokalizowana w mało uczęszczanym zaułku okolic starówki. Warto.

Dla nas jednak najważniejszym punktem programu miała być wizyta na wileńskiej Rossie i tamtejszym cmentarzu. Nie ukrywam, że spotkał nas tam mały zawód; sądziliśmy, że kilka dni po Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym, późnowieczorna wizyta na cmentarzu będzie niezapomnianym przeżyciem wywołanym tysiącami zapalonych na grobach zniczy. Nic z tych rzeczy – nieliczne tylko groby wyglądały na odwiedzone w ostatnim czasie. Rossę odwiedziliśmy dwukrotnie – za dnia i po zmroku. Podczas drugiej wizyty kątem ucha usłyszałem słowa przewodniczki wyjaśniającej, że malownicze położenie cmentarza na zalesionych wzgórzach wynika z przesądu założycieli, „że ani zmarłym ani odwiedzający nie będzie miło na otwartym terenie, gdzie zimą wieje a latem słońce praży”. Trzeba przyznać, ze położenie nekropolii, o ile można się tak wypowiedzieć o cmentarzu, jest bardzo urokliwe. Naszą uwagę przykuły w szczególności ślady polskich kibiców odwiedzających, najwyraźniej całkiem niedawno, groby Polaków na Litwie. Znicz w kształcie i w barwach Legii na grobie Marszałka wręcz mnie rozrzewnił :)

 

 

 

Jako, że po dwóch dniach można uznać, iż wszystkie punkty „must see” zostały już w Wilnie odhaczone, przyszła pora na wycieczkę poza miasto. Wczesnym rankiem ruszyliśmy na dworzec autobusowy skąd rozklekotaną marszrutką pojechaliśmy do miejscowości Medininkai. Niejeden zapyta co jest ciekawego w Medininkai? Spieszę wyjaśnić, że w miejscowości tej zaczyna się szlak na najwyższą górę Litwy. UWAGA – całe 293,84 metra nad poziomem morza! Aukštojas, bo taką nazwę nosi góra, jest najwyższą na Litwie zaledwie od 2004 roku. Nie to żeby znacznie urosła przed tym rokiem – dokonane jedynie zostały nowe, dokładniejsze pomiary. Tym sposobem Aukštojas zdetronizował, dotychczas noszącą miano najwyższej, Józefową Górę o całe 114 centymetrów. Dla pewności, gdyby kiedyś naukowcy zmienili zdanie, zdobyliśmy obydwa wierzchołki. Mamy zarazem przypuszczenie, że mogło to być pierwszy jesienny atak Polaków na tą górę. Kto wie…

A gdyby ktoś był zainteresowany, to kilka zdjęć dokumentujących moje wejścia na „najwyższą górę w danym państwie”, można sobie obejrzeć pod tym linkiem: TUTAJ! Póki co nie ma tego dużo.