obrazek
lut
01

4863 kilometry dalej

Posted by Magda i Marcin

No właśnie, taki dystans przemierzyliśmy od czasu ostatniego wpisu. Gdyby ktoś pytał jak się mamy, to mamy raczej dość ;) Już nawet nie chce nam się liczyć ile godzin wysiedzieliśmy w przeróżnych środkach transportu. Doszły nas słuchy, że wpisy są „kapkę za długie”, więc tym razem krótko i do rzeczy!

Z Boliwii dotoczyliśmy się (w dosłownym tego słowa znaczeniu) jakoś do Argentyny nocnym busem z Sucre. Trafiliśmy do Oran, czyli miejscowości słynącej dokładnie z niczego- ale sytuacja zmusiła nas do przekoczowania tam dwóch dni, w czasie których podjęliśmy dwie bezskuteczne próby łapania stopa. W Oranie dopadł nas kryzys psychiczny;) i zwątpiliśmy przez moment czy uda nam się dotrzeć do celu, czyli Ziemi Ognistej. Wygląda na to, że autostop w Argentynie nie funkcjonuje zbyt dobrze, mamy wrażenie że oni nie do końca wiedzą (lub nie chcą wiedzieć?) o co chodzi tym ludziom z wyciągniętymi kciukami. W końcu nie zważając na cenę, kupiliśmy bilety autobusowe do Rosario, gdzie czekały na nas przysłane z domu buty trekkingowe oraz Anahi, nasza gospodyni z couchsurfingu, u której zatrzymaliśmy się na kolejne dwa dni. Rosario to świetne miasto, gdzie można trochę wyluzować. Rzeka Parana, mnóstwo parków i terenów zielonych, pyszne empanadas, a do tego to miejsce narodzin Che Guevary- nie omieszkaliśmy obejrzeć budynku w którym się urodził. Spróbowaliśmy pierwszy raz yerba mate (ale na pewno nie ostatni bo w Argentynie pije się ją zawsze i wszędzie), a także kilku typowych argentyńskich przysmaków, które opiszemy w swoim czasie.

Z Rosario ruszyliśmy pociągiem na południe, z krótkim przystankiem w Buenos Aires. Po jakimś czasie linia kolejowa się skończyła i ponownie musieliśmy zasiąść w autobusie (bagatela 24-godzinnym) do Rio Gallegos. Stamtąd wzięliśmy już ostatni bus do El Calafate, no i jesteśmy sobie teraz w Patagonii. No, tak prawdę mówiąc Patagonia zaczęła się już kilka tys. kilometrów wcześniej, ale początkowy widok argentyńskiej pampy był dość jednostajny. Cały czas płasko i dużo trawy, czasem tylko na drogę wybiegały jakieś guanacas (argentyńskie skrzyżowanie lamy z sarną), ogółem NUDA!

Plan na najbliższe kilka dni to trekking w Parku Narodowym Los Glaciares, mamy nadzieję na lepsze (dużo lepsze!) widoki, a także że uda nam się wejść na lodowiec Perito Moreno. Trzymajcie kciuki!

P.S. Nie robiliśmy zbyt wielu zdjęć w ciągu ostatniego tygodnia, więc zamiast galerii wrzucamy tu fotki z Che na osłodę ;)

  1. sittinghenpoland Said,

    Za długie wpisy? Nie wierzę. Jest duża grupa osób, dla których są za krótkie i najchętniej czytaliby codziennie.

Add A Comment