obrazek

Archive for the ‘Smacznie’ Category

mar
06

Oda do jogurtu

Posted by Magda i Marcin

[Marcin] Kuchnia w Emiratach jest połączeniem kulinarnych tradycji Bliskiego Wschodu i innych kuchni azjatyckich. Szczególnie obecnie, kiedy w Emiratach żyje ponad sto różnych narodowości a w niektórych częściach kraju obywatele ZEA stanowią liczebną mniejszość. Przed wyjazdem do Emiratów spotkałem się ze stwierdzeniem, że jest to doskonały cel podróży dla wegetarian z uwagi na mnogość miejsc, w których serwowane są dania pakistańskie i indyjskie. Potwierdzam – restauracji z tych dwóch krajów nie brakuje. Korzystałem, spożywałem, wiele nie płaciłem i generalnie polecam. Zawsze jednak starałem się celować w kuchnię lokalną i choć okazji nie było wiele to kilka kulinarnych wynalazków zabrałem ze sobą do Polski (niektóre z nich dosłownie).

Typowy europejski turysta prędko zwróci uwagę na dwie charakterystyczne cechy lokalnej kuchni: brak wieprzowiny i alkoholu. Wieprzowina jest podobno dostępna w co bardziej ekskluzywnych hotelach. Oznacza się ją w menu w sposób nie budzący wątpliwości tak, aby nie doszło do pomyłki przy zamówieniu. Co do alkoholu to sprawa ma się tak: jeśli jest łatwo dostępny to wówczas jest drogi, jeśli jednak się trochę człowiek namęczy w poszukiwaniu wyskokowych trunków to napije się tanio. Nie ma problemu z nabyciem alkoholu w przyhotelowych restauracjach i niektórych innych lokalach jednakże cena piwa butelkowanego w takim miejscu to od 35 zł wzwyż. Wyjątkiem są dwa sąsiadujące ze sobą Emiraty: Sarjah i Ajman. W tym pierwszym panuje bezwzględny zakaz sprzedaży alkoholu. W drugim zaś, alkohol można nabyć w wyspecjalizowanych sklepach (co nie dotyczy oczywiście muzułmanów). Miejsca te jest jednak trudno odnaleźć w terenie a jeszcze trudniej jest uzyskać informację o ich lokalizacji. Warto jednak podjąć trud – to w Ajmanie można kupić tani alkohol.

Napitki:

Laban up: tytuł tego wpisu zawdzięczamy temu przepysznemu napojowi. Najłatwiej jest mi go przyrównać do posolonego, pitnego jogurtu. Brzmi niezachęcająco ale i porównanie nie jest najcelniejsze. To trochę jakby o argentyńskim dulce de leche powiedzieć, ze smakuje jak karmel. Laban up jest pyszny. Naprawdę. W poglądzie tym nie jestem osamotniony; szukając informacji dotyczących wpisu trafiłem na – uwaga! – odę do Laban up’a! LINK DO ODY. Niestety tylko dla anglojęzycznych czytelników ale niech sam fakt stworzenia ody do jogurtu będzie dla Was potwierdzeniem, że odwiedzając Emiraty obowiązkowo trzeba go spróbować.

Karak. Nie wiem czy bardziej pokochałem Laban up czy herbatę karak. Bo karak to właśnie herbata (wiem, znów niezbyt zachęcająco) która najprawdopodobniej przywędrowała na Półwysep Arabski z Chin. Sekretem niepowtarzalnego smaku karaku jest kardamon, przyprawa o smaku nieporównywalnym do niczego. Przepis jest prosty – herbatę ekspresową zalewamy w niedużym kubku wodą (najlepiej już ugotowaną z cukrem), dodajemy mleko i kardamon. Jeśli woda nie była osłodzona, to do herbaty dodajemy cukier. Cukru nie żałujemy – karak ma być słodki. Brzmi banalnie ale cały ambaras polega na tym, że do Czaj Karak dodać należy KONKRETNE mleko. Na sklepowej półce wygląda jak zwykłe skondensowane ale skondensowane wcale nie jest. Najpopularniejszym mlekiem do karaku jest to spod znaku Rainbow, sprzedawane w różnych wariantach – oryginalnym lub z kardamonem. Zamawianie karaku z punktu widzenia mieszkańca Emiratów polega na podjechaniu pod najbardziej obskurnie wyglądającą budę, trąbieniu na obsługę, zamówieniu czaju (oczywiście nie wysiadając z samochodu – oj leniuszki, leniuszki) i zapłacie jednego (niesłownie: 1) dirhama. Jeden z poznanych Arabów powiedział mi, że w Emiratach dostanę ponad 40 rodzajów karaku – nie jestem pewien czy mu wierzyć ale kto wie, kto wie…

Obiady:

Miałem to szczęście, że dwukrotnie w Emiratach (a na dokładkę jeszcze raz w Polsce) załapałem się na obiad przygotowywany przez mieszkańców regionu. Okoliczności w jakich przyszło mi spożywać te posiłki były naprawdę wyjątkowe – pierwszy raz w górach Omanu w sąsiedztwie ukrytego wśród skał kanionu, drugi raz nad brzegiem Zatoki Omańskiej w Emiracie Fujairah. Podjąłem starania aby ustalić co dokładnie spożywaliśmy ale z moim korespondentem z ZEA nie do końca się rozumiemy (chyba idea wpisu o kuchni arabskiej nie do końca do niego przemawia). Obiecuję uzupełnić te informacje jak tylko uda mi się ustalić nazwę ptaka, który nie był kurczakiem i nazwę ryby, która nie była żadną znaną mi z Polski rybą, a które ze smakiem pałaszowaliśmy podczas posiłków. Dania składały się jednak przede wszystkim z ryżu ze znaczną ilością arabskich przypraw oraz z warzyw. Bardzo przypadł mi do gustu zwyczaj rozkładania na ziemii ogromnych dywanów na których, oczywiście na bosaka, siadaliśmy wspólnie wokół ogromnych mis z jedzieniem, i wspólnie spożywaliśmy posiłek. Arabowie rzecz jasna, w zastępstwie dla sztućców, jedli palcami (wyłącznie prawej dłoni).

Powyżej znajduje się opis zaledwie ułamka kuchni rodem z Emiratów (nie spośób zjeść wszystkiego) ale w licznych punktach gastronicznych dostaniemy także inne tradycyjne potrawy takie jak hummus, kebab czy falafel (ten ostatni robią naprawdę wybitnie smaczny!!). Można pokusić się o stwierdzenie, że Emiraty nadają się całkiem nieźle na cel podóży dla smakoszy. Dla poszukiwaczy nowych smaków – mięso z wielbłąda. Nie próbowałem – jak ktoś się odważy niech da znać czy warto!

 

lut
19

Argentyńska wyżerka

Posted by Magda i Marcin

Zanim tu przyjechaliśmy, myśląc o argentyńskiej kuchni spodziewaliśmy się dużych ilości mięsa… i okazało się to prawdą;) Beef is king here! Ale wbrew pozorom, w całym kraju można także znaleźć coś pysznego i zarazem bezmięsnego. Oczywiście oprócz mięsa, Maradony i tanga, Argentyna słynie także z wina- ale o tym trunku za wiele byłoby do pisania zresztą żadni z nas kiperzy, więc ten temat pomijamy.

1. Yerba Mate!
Musi się znaleźć na pierwszym miejscu, bo piją ją namiętnie wszyscy Argentyńczycy, od małych dzieci po starszych ludzi. Nieodłącznym elementem każdej podróży jest tu termos z gorącą wodą- choć słyszeliśmy, że można pić także z zimną- oraz kubeczek do mate i bombilla (specjalna słomka do picia yerby). Zgodnie z tradycją, z jednej słomki pociągają wszyscy po kolei ;)

2. Carne Asado

Być w Argentynie i nie spróbować carne asado to poważne zaniedbanie. To też spróbowaliśmy (tzn. połowa z nas) ale trzeba przyznać, że jak na produkt z którego Argentyna słynie, ten stek aż tak nie zachwycił ;-) Mięso było dobre, a na co należy zwrócić największą uwagę to wielkość porcji – były po prostu przeogromne!

3. Milanesa

Kotlet z kurczaka lub z wołowiny (najczęściej jednak z wołowiny) serwowany w bułce – taki sandwich tyle, że ogromnym kawałem mięcha w środku. Milanesę podaje się jednak na różne sposoby, np. Milanesa Neapolitana to wołowina z serem, pomidorem i… szynką.

4. Pizza i Empanadas

Generalnie w Argentynie można znaleźć wiele nawiązań do włoskich potraw, na przykład pizzerie znajdują się na każdym rogu ;) Empanadas widywaliśmy już wcześniej w Peru i Boliwii ale te argentyńskie zdecydowanie smakują najlepiej. Są to ciacha nadziewane mięsem, warzywami, serem lub mixem tych składników. Niekiedy można na ulicy natrafić na szyld „Solo Empanadas” (Tylko empanady) i w takim lokalu dostaje się listę wielu nadzień do wyboru, na kartce zaznacza się ilość sztuk którą zamierza się skonsumować i wtedy pozostaje poczekać kilka minut aż wybrane przez nas empanady wyjadą z pieca. Pycha!

5. Alfajores

Uwaga – silnie uzależniające! Alfajory to nic wysublimowanego – po prosto ciastko z nadzieniem, ale nie wiedzieć czemu są tak smaczne, że gdy raz je spróbujesz to już zawsze będziesz chciał je jeść. Co do nadzienia, to w klasycznym wydaniu jest to tzw. Dulce de Leche (patrz punkt niżej) ale da się znaleźć także afajory o innym smaku, np. owoców lasu. W każdym razie alfajory są super słodkie i super smaczne. Tylko czekamy kiedy będzie można dostać je w Polsce.

6. Dulce de Leche

Skład jest bardzo prosty: mleko i cukier. Przypomina karmel, ale naszym zdaniem to jednak niej jest karmel, tylko po prostu dulce de leche;P

sty
28

Smaki południa

Posted by Magda i Marcin

Po dłuższej przerwie powracamy do tematów kulinarnych. To już przedostatnia część tej mini książki kucharskiej (ostatni wpis będzie o Argentynie, bo jak zauważyliśmy- jest o czym pisać). Tymczasem opis kuchni południowoamerykańskiej, czyli od Kolumbii po Boliwię. Smacznego!

POTRAWY

1. Arepy

Spotkaliśmy je w Kolumbii (stamtąd właśnie arepy pochodzą) oraz w Ekwadorze. To placki z mąki kukurydzianej, podawane z: masłem/ różnymi rodzajami sera / serem i szynką / lub bez niczego. W Kolumbii były bardzo słodkie i do tego jeszcze polewali je miodem, a w Ekwadorze raczej mdłe.

2. Naleśnik z bananami i papają i miodem.
Dostaliśmy go na śniadanie w Kolumbii i był super smaczny ;)

3. Buñuelas

Zaczęły się pojawiać już w Kolumbii, ale najlepsze mają w Boliwii! Są to ciacha, trochę jak pączki, polane syropem klonowym. W Copacabanie sprzedają je w pakietach po 12 sztuk, ale nigdy nie ma ryzyka że coś zostanie niezjedzone…

4. Empanadas / salteñas

Czyli różne rzeczy zapieczone w cieście (coś, jakby paszteciki). Empanadas występują najczęściej z serem lub mięsem / kurczakiem (wszak kurczak to nie mięso;), a salteñas trafiły nam się z mnóstwem różnych warzyw w środku. Najlepiej smakują na gorąco.

5. Maiz tostado

Kukurydza niby prażona, ale popcornu raczej nie przypomina ani wyglądem, ani smakiem. Naszym zdaniem lepsze niż popcorn! W Ekwadorze maiz tostado podają często jako starter w restauracjach.

6. Tilapia
Smażona ryba z pyrami i sałatką. Rodzinka, którą złapaliśmy na stopa w Ekwadorze zaprosiła nas na ten właśnie przysmak, w drodze do Quito.

7. Przysmaki z budki

Dużo by o nich pisać, bo w każdym mieście każdego kraju, ulicznych budek z jedzeniem jest całe mnóstwo i oferta jest przebogata. Tu akurat jedna z bud w Cuence, w Ekwadorze. Mix: fasolka + chipsy + pomidor z cebulą na ostro + maiz tostado + sos pomidorowy + sok z limonki. Nie wiemy, czy ten zestaw posiada jakąś nazwę, ale w smaku był całkiem niezły.

8. Papa relleno

To hicior z lokalnych marketów oraz „serwisu w autobusach” (zazwyczaj na przystankach, w czasie dłuższych kursów do autobusu pakuje się stado sprzedawców z siatami pełnymi jedzenia i picia, drących się jak przekupy na targu tak długo, aż uda im się coś sprzedać) w Peru i Ekwadorze. Papa relleno to ziemniak niespodzianka ;) W środku można znaleźć gotowane jajo kurze, a czasem inne bonusy np. sałatkę warzywną. Ale pycha!

9. Trucha, czyli pstrąg

Kolejna ryba, tym razem z Boliwii- świeżo złowiona w jeziorze Titicaca. Mają tam tysiąc sposobów na jej przyrządzanie, my (Marcin) próbowaliśmy tylko jeden z nich, ale wystarczy żeby dać 5+.

10. Cui

Nie jedliśmy (Magda: nie rozumiem jak można to jeść!!!!!), ale musimy opisać, bo to typowa peruwiańska potrawa. Cui to- Bogu ducha winna- świnka morska z rożna. Podobno smakuje jak kurczak… Na zdjęciu pierwsza faza przygotowania potrawy, czyli hodowla świnek.

NAPOJE

1. Mate de Coca, czyli herbatka z wkładką ;)

Wszędzie tam, gdzie występują liście koki. Bez emocji proszę, od koki do kokainy jest bardzo długa droga. Żucie liści koki pomaga podobno na chorobę wysokościową, acz my nie mieliśmy tego problemu. Widzieliśmy też kilka razy w Peru karmelki z koki w sklepie.

2. Chicha Morada

Napój, który spotkaliśmy w Peru ale możliwe, że da się wypić także w Boliwii. Przygotowywany z pewnej odmiany kukurydzy- czarnej i słodkiej, tak jak i chicha morada.

3. Inca Cola
Znak firmowy Peru. Wypiliśmy jedną na Machu Picchu, żeby poczuć ten klimat ;) O dziwo droższa niż Coca Cola, choć jest to wyrób krajowy. Smakuje jak mega słodka oranżada.

4. Pisco

Peruwiański alkohol typu brandy, wytwarzany w rejonie Pisco (całkiem blisko Limy), ale można go wypić zasadniczo w całym Peru. Pisco produkuje się ze sfermentowanych winogron ( w rejonie tym produkowane są także wina). My próbowaliśmy Peru Libre, czyli pisco z colą i cytryną oraz herbatę z goździkami, cynamonem i pisco.

gru
10

La cocina latinoamericana

Posted by Magda i Marcin

1. MEKSYK

Kuchnia meksykańska jest bardzo bogata, pełna kolorów i zapachów, które potrafią wywołać wilczy głód. W trzech słowach: kurczak, ostre przyprawy, limonka. Uprzedzamy, że poniższy spis zawiera tylko część potraw meksykańskich z jakimi się spotkaliśmy- to wszystko, co najbardziej zapadło nam w pamięć. Ślinka cieknie na samo wspomnienie!

Torta– nasz faworyt!

Meksykański odpowiednik hamburgera, ale milion razy lepszy! Dużo warzyw, duuuużo sera, kurczak, wołowina lub kiełbasa- lub w zamian za mięso jeszcze więcej warzyw i sera;) – podawane w podłużnej bułce na ciepło. Nie brzmi szczególnie, ale tak właśnie smakuje. Do tego kilka ostrych i ostrzejszych sosów do wyboru (polecamy zwłaszcza salsa de jalapeño, czyli sos z małych ostrych papryczek, najczęściej w zielonym kolorze).

Salbutes (potrawa typowa dla Yucatanu)

Salbutes to rodzaj tortilli z kurczakiem /serem oraz warzywami (cebula, pomidor, sałata) i rzecz jasna limonką + barrrrdzo ostrą salsą. Spotkaliśmy się z nimi tylko w okolicy ruin Chichen Itza na półwyspie Jukatan.

Quesadillas (występują powszechnie w całym Meksyku)

Naleśniki nadziewane serem (jak sama nazwa wskazuje- „queso” to właśnie ser), dostępne również z mięsem: najczęściej kurczakiem (oczywiście!). Quesadille zdobyły szturmem nasze serca i żołądki. Pycha!!!

Tacos (równie powszechne jak i Quesadillas)

Taco to malutka tortilla z mąki kukurydzianej (nie mylić z mąką pszenną- wtedy to już burrito;) podawane z mięsem: do wyboru kurczak, „carne asada” czyli mięso pieczone, którego pochodzenia nie rozszyfrowaliśmy, bądź inne mięso. Do tego zawsze dodatki do wyboru: cebula z pomidorem na ostro, małe piekielnie ostre zielone papryczki, ogórki, ostra rzodkiewka, limonka, fasolka „cała” lub w postaci pasty fasolowej oraz różne sosy.

Ensalada de cactus, czyli sałatka z kaktusem (próbowaliśmy w La Paz, ale do znalezienia w całym kraju)

No cóż, to po prostu sałatka warzywna, tyle że oprócz pomidorów, ogórków itd., itp., znajduje się w niej kaktus. W smaku podobny zupełnie do niczego! Kaktus w naszym odczuciu jest raczej mdły i bez doprawienia go ostrym sosem nie prezentuje sobą nic szczególnego ;)

Guacamole

Guacamole to sos przyrządzony na bazie awokado i w zależności od miejsca, innych dodatków (np. limonka, sól, pomidory, cebula, czasem papryczka chili). Smakuje fantastycznie ze wszystkim, a szczególnie z nachosami!

Nachosy

Ameryki nie odkryjemy, odkąd serwują je zamiast popcornu w polskich multipleksach, ale wydaje nam się że te meksykańskie są jakby nieco smaczniejsze ;) Może dlatego, że są do kupienia świeżo przygotowane w ulicznych budkach! Podawane z rozmaitymi sosami lub z roztopionym serem.

Platanas Fitas, czyli frytki bananowe.

W Hiszpanii słowo „platanas” oznacza po prostu banany, ale w Ameryce Środkowej mianem tym określa się coś w rodzaju zmutowanych wielkich zielonych bananów (a normalne banany to „bananas” :D). Na surowo są one nie do przyjęcia (istne paskudztwo) ale usmażone przez pulchną senioritę na ulicznym straganie i polane sosem truskawkowym… Madre Mia! Uzależniające!

Camarones secos – suszone krewetki

Nie masz chipsów, zjedz krewetki! Szczególnie popularne (jak i inne owoce morza) w rejonach położonych blisko Pacyfiku (np. Mazatlan). Do kupienia na straganie przy każdej głównej drodze. Prawdę mówiąc nie próbowaliśmy, ale do dziś wspominamy ich intensywny zapach który unosił się w kabinie ciężarówki, wiozącej nas do Guadalajary…

El pozol

To tradycyjny napój dla meksykańskiego stanu Tabasco, przyrządzany na bazie kakao które jest tam powszechnie uprawiane. Smakuje jak gorzkie kakao z lodem. Do dziś przechodzą nas ciarki na samo wspomnienie tego drina- przygoda z wypiciem pozola skończyła się siedmiodniowym zatruciem pokarmowym i koszmarnym bólem brzucha (prawdopodobnie woda lub lód były nie w porządku). Od tamtej pory, aż do Kostaryki nawet zęby i naczynia myliśmy wodą mineralną ;p

2. AMERYKA CENTRALNA, CZYLI OD BELIZE DO PANAMY

Tu nie możemy pochwalić się aż takim doświadczeniem, ponieważ w Meksyku spędziliśmy więcej czasu niż we wszystkich tych krajach razem wziętych. Odnieśliśmy wrażenie, że kuchnia środkowoamerykańska nie jest aż tak bogata, co nie oznacza że nie znajdzie się tu coś dobrego. Oto, co wyłapaliśmy po drodze:

Ceviche (popularne w zasadzie w każdym nadmorskim regionie)

Jest to surowa ryba podawana w całości, polana obficie sokiem z limonki, z dodatkiem cebulki, papryki i soli. Nie skusiliśmy się, gdyż doszły nas słuchy, że po jej zjedzeniu można nabawić się cholery (zwłaszcza w Belize) nawet gdy zamówi się gotowaną wersję tej ryby. Dlaczego? Prawdopodobnie i tak jej nie ugotują, a różnicę podobno trudno jest wyczuć. Informacja ta jest zasłyszana, ale z bardzo wiarygodnego źródła!

„Śniadanie Majów” (rodem z Gwatemali)

Jedno z dziwniejszych połączeń jakie widzieliśmy (niestety nie posiadamy zdjęć). Podsmażona czerwona fasolka, jajka, kwaśna śmietana, smażone banany, dwa plasterki gwatemalskiego sera i oczywiście tortilla. No cóż, dosyć dziwne… Z tego co wyczytaliśmy, jest to prawdziwa spuścizna po cywilizacji Majów.

Ryż z fasolą (to podstawa środkowoamerykańskiej diety)

Do tego mnóstwo różnych mięs do wyboru (wśród nich zawsze kurczak), czasem znajdzie się też jakieś warzywo jak np. gotowane liście szpinaku. Nie można zapomnieć o tortilli rzecz jasna. Ocenę estetyki tej potrawy pozostawiamy czytelnikom :P Zdjęcie pochodzi z Ciudad de Guatemala (z raczej nieprzyjemnej okolicy), gdzie potrawy serwowano z sosem przypominającym w smaku musztardę francuską.

Pupusas (tradycyjne danie z El Salvadoru)

Małe tortille kukurydziane nadziewane serem (queso), pastą fasolową (frijoles) lub wieprzowiną w postaci pasty (chicharrón). Zazwyczaj do wyboru są „pupusas de queso y frijoles” oraz „pupusas revueltas” czyli mix wszystkich trzech składników. Do tego sos pomidorowy i kapusta.

Choco bananas!!!!

Przepis prosty jak chocobanan. Oblewasz banana czekoladą, nadziewasz na patyk i umieszczasz w zamrażarce. Po kilku godzinach sprzedajesz turystom za 1 quetzala i wszyscy są szczęśliwi. Byliśmy zbyt skupieni na wcinaniu tego przysmaku, żeby zrobić jakiekolwiek zdjęcie, ale polecamy na każdą okazję :D

Kawka panamska

Pisaliśmy już na ten temat w ostatnim wpisie- poniżej dokumentacja fotograficzna. Cappucino doble (supermocne) i chocolacino prosto z panamskiej Cafe Ruiz.

Owoce

Nie można także nie napisać o owocach, które są kosmicznie tanie i sprzedawane na każdym rogu, osobno lub w zestawach, dostępne także w chickenbusach :) Ananasy, arbuzy, kokosy, mango, papaja, banany, pomarańcze i wiele innych.

paź
18

Amerykańskie frykasy

Posted by Magda i Marcin

Stworzyliśmy na stronie nową kategorię wpisów „smacznie”, która dotyczyć będzie rozmaitych potraw z jakimi się spotkaliśmy. Nie da się ukryć, że zostaliśmy zainspirowani przez amerykańskie podejście do jedzenia, a mianowicie nie mieliśmy wcześniej pojęcia, że tyle rzeczy można spakować w plastik! Za chwilę powrócimy do tego tematu, a tymczasem opis amerykańskich smaków zaczniemy od… rosyjskiej kolacji :) Miała ona miejsce jeszcze w Jersey City, ale do dziś nie możemy otrząsnąć się z szoku, że nie podano tam wódki! (Kolacja przygotowana przez rodowitych Rosjan- abstynentów. Cuda i dziwy…)

MENU ROSYJSKIE:
1. Kwas chlebowy
2. Śledzie
3. Ciemny chleb rosyjski
4. Ogórki małosolne
5. Smażone łódki z ziemniaków
6. Sałatka z białej kapusty z żurawiną
7. Sałatka pomidorowo- ogórkowa ze śmietaną
8. Pierniki imbirowe
9. Drugie ciastka, nie pamiętamy jakie- a Evgenij nie odpisuje na maile;p
10. Zielona herbata

Tak podobno jedzą w Sankt Petersburgu. Nie licząc śledzi, wszystko było pyszne (no i wegetariańskie co dla części z nas ma niemałe znaczenie…). Poniżej dokumentacja fotograficzna:

Kolejny przystanek to Haines na Alasce. Rzecz dotyczy również kolacji, przygotowanej przez naszego gospodarza Byrna.

MENU Z ALASKI:
1. Smażony łosoś z miodem i sezamem
2. Smażone grzyby (jakie- wie tylko Byrne, który sam je zebrał. Możemy powiedzieć z całą pewnością, że nie były trujące;)
3. Smażone „ukraińskie” pierogi made by Canada, nadziewane żółtym serem cheddar. Nasza reakcja była taka sama, jak Byrna, kiedy w Polsce uraczono go hamburgerem z kapustą (w USA rzecz nie do pomyślenia!)
4. Herbata, każdego dnia inna- skład zawsze był tajemnicą. Wiemy tylko, że znalazło się tam mango i dużo cukru. Słodka. Całkiem dobra.

Jak widać wszystko było smażone, nie licząc herbaty. Łosoś w Haines znajduje się obowiązkowo w każdym menu, gdyż w tej okolicy jest on poławiany na tony. Jako wytrawni krytycy kulinarni dajemy 5+ temu posiłkowi- po całym dniu trekkingu smakował idealnie!

Poza tym w pamięci utkwiło nam kilka równie smacznych potraw i drinków z USA i Kanady:
1. Gigantyczne naleśniki z jagodami
2. Gotowany indyk i gotowane kolby słodkiej kukurydzy
3. Hamburgery rzecz jasna. W Ameryce są tak wysokie, że ugryzienie takowego jest nie lada wyzwaniem i zdecydowanie nie przypominają tego szajsu z naszych McDonald’s (składniki jakby nieco bardziej świeże)
4. Bacardi a’la Brian (duża szklanka, dużo lodu, dużo bacardi, nieco pepsi na wierzch:). Zdecydowanie pomaga przemóc wszelkie bariery językowe!
5. Szampan z sokiem pomarańczowym podawany do brunchu (co dla amerykanów oznacza niedzielne skrzyżowanie śniadania z lunchem)

A także potrawy wzbudzające raczej niesmak:
1. Piklowane jajka (że co?!)
2. Jeszcze gorsze: gotowe ugotowane jajka, sprzedawane w plastikowych opakowaniach na stacjach benzynowych.
3. Generalnie wszystko w plastikowych opakowaniach z datą ważności do końca świata.
4. I jeszcze hit ponad hity: wódka w plastikowej butelce (to tylko w Las Vegas)

Tyle na temat USA i Kanady. W przygotowaniu kolejna część, pt: „Smaki i Kolory Meksyku”! :)