obrazek
paź
22

Diablo from Guadalajara…

Posted by Magda i Marcin

… w ten uroczy sposób bez wątpienia możemy opisać naszą gospodynię z tego niezwykłego miasta. Chcieliśmy wpaść tylko na chwilę, ale ostatecznie zostaliśmy w jej domu na 4 noce, zjedliśmy zdecydowanie za dużo kawałków ciasta czekoladowego i wydaliśmy bajońską sumę na prawdziwym meksykańskim targu. Prisca wysłała nas tam, nieświadomych jak niebezpieczne są takie miejsca! Na  trzypiętrowym, ogromnym targowisku można znaleźć wszystko, od warzyw, przypraw, słodyczy, owoców morza, przez instrumenty, buty, sombrera, meksykańskie stroje, elektronikę, po poroża jeleni i żywe kury. Kolory i zapachy (nie zawsze przyjemne;) mieszają się ze sobą i wprowadzają biednego człowieka w prawdziwy szał zakupowy. Ceny są niskie, do tego trzeba się targować, co dodatkowo podnosi ciśnienie. Wydaliśmy tam nasz 4-dniowy budżet, ale wyszliśmy w poczuciu triumfu- udało nam się przekonać meksykańskich sprzedawców, że Polonia naprawdę nie ma waluty Euro (nie chcieli wierzyć!)  i powinni specjalnie dla nas zejść trochę z ceny. Tym sposobem staliśmy się posiadaczami nowej gitary, a także dużej ilości innego staffu;)

Guadalajara powaliła nas na kolana nie tylko z powodu tegoż targowiska. Jest to piękne, bardzo historyczne miasto, które można by zwiedzać w nieskończoność. Masa kościołów, kościółków, placów, pomników, parków i wszystkiego co wprowadza ten niecodzienny klimat. W dodatku jest to stolica tequili, czyli idealne miejsce na spróbowanie tego trunku pierwszy raz w życiu. Mieliśmy trochę szczęścia, bo przyjechaliśmy do Guadalajary w samym środku Fiestas de Octubre, czyli trwającego cały miesiąc festiwalu miejskiego. Trafiliśmy na koncert meksykańskiej muzy gitarowej oraz na występ pod tytułem „Dzieciaki i folklor”, oba całkiem niezłe!  Pracujemy teraz nad zamieszczeniem na stronie nowego działu dotyczącego muzyki, gdzie na pewno można będzie posłuchać nagrań z pierwszego wieczoru.

Sama droga do Guadalajary jest  również warta krótkiej wzmianki, ponieważ wypróbowaliśmy nowe sposoby transportu oraz zjedliśmy kilka pyszności. Najpierw była całonocna podróż promem do Mazatlanu, podczas której obserwowaliśmy skaczące w oceanie delfiny. Mazatlan, zwany Perłą Pacyfiku nie zachwycił nas szczególnie (choć przyznajemy, że nie jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, bo spędziliśmy tam tylko jeden bardzo upalny dzień i ruszyliśmy w drogę). Dwa autostopy, w postaci ciężarówki wyglądającej jak pociąg (naczepa + przyczepa) oraz 3-osobowego pick up’a wiozącego 4 osoby w środku oraz nas z plecakami i żywą kurą na pace zawiozły nas do klimatycznej miejscowości Magdalena. Tam przenocowaliśmy, poszliśmy na meksykańską mszę, z której zrozumieliśmy tylko „Amen” i „Mi culpa”, zjedliśmy bardzo ostre taco i frytki bananowe, aż wreszcie złapaliśmy bezpośredniego stopa do Guadalajary. Przy tej okazji zrobiliśmy interes naszego życia, czyli sprzedaliśmy kierowcy 15 zł za 50 pesos- z naszą stratą, ale kolega ujął nas swoimi ciągłymi żartami więc nie żałujemy;p

Podsumowując, z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że Baja California i La Paz nie miały do zaoferowania nic ciekawego w porównaniu z tą częścią Meksyku, gdzie znajdujemy się obecnie.

Kończąc ten wpis, informujemy o najważniejszym. Zbliża się mały quiz, w którym nagrodą będzie małe co nieco prosto ze wspomnianego w tym wpisie targu w Guadalajarze! Chcemy sprawdzić, czy ktokolwiek czyta ten blog ;p

PS. Zdjęcia z Guadalajary wkrótce, bo skończyło się miejsce na serwerze;)

  1. holw Said,

    czyta, czyta

    dajcie też fotę gitarki :D

  2. skwara Said,

    Ej w takim tempie to Wam Ameryki zabraknie!

  3. Gosia M. Said,

    a ta gitara czyja? Magdy, Marcina, czy wspólna? :P

  4. Magda i Marcin Said,

    Dobre pytanie! Negocjacje wciąż trwają ;p

  5. sittinghenpoland Said,

    Taka mała…to chyba dla Marcina Młodszego?

Add A Comment