obrazek
микрозаймы на карту за 5 минут без проверки кредитной истории
lis
26

Na hamaku leży leń, nic nie robi cały dzień!

Posted by Magda i Marcin

A tak dokładniej, lenie były dwa- a hamaków niezliczona ilość do wyboru. Był też stół do ping-ponga, boisko do siatki wodnej, chińskie szachy, gigantyczna Jenga i rzut beretem do plaży nad brzegiem Pacyfiku. Historia ta miała miejsce w małej wiosce San Diego, w słonecznym Salwadorze.

Wstyd się przyznać, ale tym razem nie będzie opowieści o wspinaczkach górskich, zwiedzaniu jaskiń lub starożytnych ruin. A także żadnych niedźwiedzi, lwów górskich, zielonych węży, nawet jednego małego karalucha! Stała się rzecz straszna- dopadło nas to, co dopada w końcu każdego, najwytrwalszego nawet zawodnika. Dopadło nas paskudne lenistwo ;) Pojechaliśmy więc do Raju dla Leni, zwanego inaczej Hostelem El Roble. Mieliśmy zostać dwie noce, ale tak nam się spodobał ten wypoczynek, że ostatecznie zostaliśmy cztery. Nie zrobiliśmy w tym czasie nic spektakularnego, zasadniczo obijaliśmy się na plaży albo graliśmy w darta i pokera z innymi leniwymi gośćmi. Jedynym szaleństwem na które zdobyliśmy się ostatniego dnia pobytu, była wycieczka do stolicy Salvadoru, czyli do San Salvador. Według przewodników, to najbardziej nowoczesna ze stolic państw Ameryki Centralnej- i tak właśnie wyglądała. Nie tylko stolica ale cały Salvador wydał nam się dość nowoczesny i dobrze zorganizowany. Taki mały kraj, a bardzo dobrze sobie radzi i okazało się, że ma naprawdę wiele do zaoferowania. Szkoda, że mogliśmy spędzić tam tylko kilka dni, ale niestety czas nas goni. No cóż, jedno wiemy na pewno- musimy wrócić w te rejony, bo tyle miejsc czeka na naszą wizytę!

Ponieważ jednak od czasu opuszczenia Meksyku zobaczyliśmy już co nieco, postanowiliśmy spisać nasze spostrzeżenia na temat Ameryki Środkowej. No, to do dzieła!

1. Kurczak (hiszp. pollo) czyli prawdziwy władca tej części globu. Strzeżcie się wegetarianie! Je się go wszędzie, w każdej ilości i przyrządzonego na sto różnych sposobów. Królują tu wielkie sieci restauracji, jak: Pollo Campero, Pollolandia, Pollo Indio, czy Pollo Rica. Prosząc w restauracji o danie bezmięsne, również można spodziewać się oferty z kurczakiem w roli głównej. A skoro już o kurczakach mowa…

2. Chickenbusy. To prawdziwy symbol Ameryki Centralnej. Są to stare szkolne autobusy, sprowadzone z USA i pomalowane każdy w inny, unikalny sposób (z zewnątrz jest to zawsze zwariowana mieszanka kolorów, a w zależności od gustu kierowcy wnętrze zdobią: naklejki z hasłami religijnymi bądź symbole hiszpańskich klubów piłkarskich).

3. Śmieci, śmieci, śmieci, śmieci! Nie sposób znaleźć tu kosza na odpadki, ponieważ jednym wielkim śmietnikiem jest biedna Matka Ziemia. Serca cywilizowanych ludzi krwawią, ale „lokalni” bez mrugnięcia okiem wyrzucają wszystko (włącznie z plastikowymi butelkami, workami i sztućcami) przez okna wspomnianego wyżej chickenbusa. Ranking na największych śmieciarzy na świecie wygrywają z dużą przewagą Gwatemalczycy.

4. Gringos. Tu mała uwaga do pana Cejrowskiego, który wszystkich białasów (w tym siebie) tytułuje tym określeniem. My natomiast już kilka razy, w Meksyku i w Gwatemali spotkaliśmy się z twierdzeniem, że Gringos to tylko Amerykanie. Zresztą, nie ma to większego znaczenia, bo w oczach lokalnej ludności każdy turysta pochodzi z USA i na pewno ma w kieszeni plik dolarów (tłumaczenie, że jesteśmy z Polski nic nie pomaga, zaraz pytają w którym to ze stanów ;)

5. Farmacias, czyli coś dla hipochondryków. Możesz mieć problem ze znalezieniem sklepu spożywczego, piekarni, pralni czy hotelu, ale na każdej ulicy znajdują się co najmniej 2-3 apteki ;) Przyczyny tego stanu rzeczy jeszcze nie odkryliśmy ale ma to swoje plusy, bo antybiotyk przeciwmalaryczny jest tani i dostępny bez recepty.

Tyle możemy napisać na razie. Niewykluczone, że wkrótce pojawią się nowe ciekawostki, bo wszystko co „tutejsze” zaskakuje nas każdego dnia. Na przykład, kilka dni temu w Chickenbusie pewien bardzo nachalny pan zaskoczył nas oraz innych współpasażerów informacją, że my (Polacy) pochodzimy z tego samego kraju co Hitler. Przyznajemy, że pominęliśmy wymogi grzecznościowe- pan został nazwany idiotą (chyba zrozumiał, bo wkrótce się przesiadł). Nie licząc tej małej wpadki, bardzo dobrze dogadujemy się z mieszkańcami i uwielbiamy do granic ich bezstresowe podejście do życia.

Tranquilo, manana, wyluzuj się- to w końcu Centroamerica :)

  1. sittinghenpoland Said,

    El Roble Hostal – nie widzę, tam hamaków , za to dwa „dziadkowe” bujaki :)

  2. Gosia M. Said,

    a ja mam pytanie odnośnie zapomnianego chyba działu „smacznie”. cicho tam jakoś leniuchy :P

  3. Magda i Marcin Said,

    Zbieramy wciąż materiały :D Już naprawdę niedługo pojawią się nowe smaczki!

Add A Comment