obrazek
mar
06

Oda do jogurtu

Posted by Magda i Marcin

[Marcin] Kuchnia w Emiratach jest połączeniem kulinarnych tradycji Bliskiego Wschodu i innych kuchni azjatyckich. Szczególnie obecnie, kiedy w Emiratach żyje ponad sto różnych narodowości a w niektórych częściach kraju obywatele ZEA stanowią liczebną mniejszość. Przed wyjazdem do Emiratów spotkałem się ze stwierdzeniem, że jest to doskonały cel podróży dla wegetarian z uwagi na mnogość miejsc, w których serwowane są dania pakistańskie i indyjskie. Potwierdzam – restauracji z tych dwóch krajów nie brakuje. Korzystałem, spożywałem, wiele nie płaciłem i generalnie polecam. Zawsze jednak starałem się celować w kuchnię lokalną i choć okazji nie było wiele to kilka kulinarnych wynalazków zabrałem ze sobą do Polski (niektóre z nich dosłownie).

Typowy europejski turysta prędko zwróci uwagę na dwie charakterystyczne cechy lokalnej kuchni: brak wieprzowiny i alkoholu. Wieprzowina jest podobno dostępna w co bardziej ekskluzywnych hotelach. Oznacza się ją w menu w sposób nie budzący wątpliwości tak, aby nie doszło do pomyłki przy zamówieniu. Co do alkoholu to sprawa ma się tak: jeśli jest łatwo dostępny to wówczas jest drogi, jeśli jednak się trochę człowiek namęczy w poszukiwaniu wyskokowych trunków to napije się tanio. Nie ma problemu z nabyciem alkoholu w przyhotelowych restauracjach i niektórych innych lokalach jednakże cena piwa butelkowanego w takim miejscu to od 35 zł wzwyż. Wyjątkiem są dwa sąsiadujące ze sobą Emiraty: Sarjah i Ajman. W tym pierwszym panuje bezwzględny zakaz sprzedaży alkoholu. W drugim zaś, alkohol można nabyć w wyspecjalizowanych sklepach (co nie dotyczy oczywiście muzułmanów). Miejsca te jest jednak trudno odnaleźć w terenie a jeszcze trudniej jest uzyskać informację o ich lokalizacji. Warto jednak podjąć trud – to w Ajmanie można kupić tani alkohol.

Napitki:

Laban up: tytuł tego wpisu zawdzięczamy temu przepysznemu napojowi. Najłatwiej jest mi go przyrównać do posolonego, pitnego jogurtu. Brzmi niezachęcająco ale i porównanie nie jest najcelniejsze. To trochę jakby o argentyńskim dulce de leche powiedzieć, ze smakuje jak karmel. Laban up jest pyszny. Naprawdę. W poglądzie tym nie jestem osamotniony; szukając informacji dotyczących wpisu trafiłem na – uwaga! – odę do Laban up’a! LINK DO ODY. Niestety tylko dla anglojęzycznych czytelników ale niech sam fakt stworzenia ody do jogurtu będzie dla Was potwierdzeniem, że odwiedzając Emiraty obowiązkowo trzeba go spróbować.

Karak. Nie wiem czy bardziej pokochałem Laban up czy herbatę karak. Bo karak to właśnie herbata (wiem, znów niezbyt zachęcająco) która najprawdopodobniej przywędrowała na Półwysep Arabski z Chin. Sekretem niepowtarzalnego smaku karaku jest kardamon, przyprawa o smaku nieporównywalnym do niczego. Przepis jest prosty – herbatę ekspresową zalewamy w niedużym kubku wodą (najlepiej już ugotowaną z cukrem), dodajemy mleko i kardamon. Jeśli woda nie była osłodzona, to do herbaty dodajemy cukier. Cukru nie żałujemy – karak ma być słodki. Brzmi banalnie ale cały ambaras polega na tym, że do Czaj Karak dodać należy KONKRETNE mleko. Na sklepowej półce wygląda jak zwykłe skondensowane ale skondensowane wcale nie jest. Najpopularniejszym mlekiem do karaku jest to spod znaku Rainbow, sprzedawane w różnych wariantach – oryginalnym lub z kardamonem. Zamawianie karaku z punktu widzenia mieszkańca Emiratów polega na podjechaniu pod najbardziej obskurnie wyglądającą budę, trąbieniu na obsługę, zamówieniu czaju (oczywiście nie wysiadając z samochodu – oj leniuszki, leniuszki) i zapłacie jednego (niesłownie: 1) dirhama. Jeden z poznanych Arabów powiedział mi, że w Emiratach dostanę ponad 40 rodzajów karaku – nie jestem pewien czy mu wierzyć ale kto wie, kto wie…

Obiady:

Miałem to szczęście, że dwukrotnie w Emiratach (a na dokładkę jeszcze raz w Polsce) załapałem się na obiad przygotowywany przez mieszkańców regionu. Okoliczności w jakich przyszło mi spożywać te posiłki były naprawdę wyjątkowe – pierwszy raz w górach Omanu w sąsiedztwie ukrytego wśród skał kanionu, drugi raz nad brzegiem Zatoki Omańskiej w Emiracie Fujairah. Podjąłem starania aby ustalić co dokładnie spożywaliśmy ale z moim korespondentem z ZEA nie do końca się rozumiemy (chyba idea wpisu o kuchni arabskiej nie do końca do niego przemawia). Obiecuję uzupełnić te informacje jak tylko uda mi się ustalić nazwę ptaka, który nie był kurczakiem i nazwę ryby, która nie była żadną znaną mi z Polski rybą, a które ze smakiem pałaszowaliśmy podczas posiłków. Dania składały się jednak przede wszystkim z ryżu ze znaczną ilością arabskich przypraw oraz z warzyw. Bardzo przypadł mi do gustu zwyczaj rozkładania na ziemii ogromnych dywanów na których, oczywiście na bosaka, siadaliśmy wspólnie wokół ogromnych mis z jedzieniem, i wspólnie spożywaliśmy posiłek. Arabowie rzecz jasna, w zastępstwie dla sztućców, jedli palcami (wyłącznie prawej dłoni).

Powyżej znajduje się opis zaledwie ułamka kuchni rodem z Emiratów (nie spośób zjeść wszystkiego) ale w licznych punktach gastronicznych dostaniemy także inne tradycyjne potrawy takie jak hummus, kebab czy falafel (ten ostatni robią naprawdę wybitnie smaczny!!). Można pokusić się o stwierdzenie, że Emiraty nadają się całkiem nieźle na cel podóży dla smakoszy. Dla poszukiwaczy nowych smaków – mięso z wielbłąda. Nie próbowałem – jak ktoś się odważy niech da znać czy warto!

 

Add A Comment