obrazek
микрозаймы на карту за 5 минут без проверки кредитной истории
gru
14

Panamski kanał i kolumbijski szok!

Posted by Magda i Marcin

Nie było łatwo zabrać się za ten wpis, ponieważ w ostatnim czasie nagromadziło się sporo różnych wydarzeń. Zacznijmy od tego, że zdążyliśmy już zmienić kraj- co nie było wcale łatwą sprawą! Dlaczego? Jak niektórzy wiedzą, a niektórzy nie, granicy pomiędzy Panamą a Kolumbią nie da się pokonać lądem. To znaczy można to zrobić, ale zawsze jest pewne ryzyko w postaci dzikich plemion indiańskich żyjących w dżungli po stronie panamskiej oraz uzbrojonych grup guerilla grasujących po stronie kolumbijskiej. Do tego całkiem wysokie ryzyko malaryczne i mamy już pełen opis tak zwanego Darien Gap, który zdecydowanie utrudnia przekroczenie tej granicy. Dotarliśmy więc do Panama City, aby postanowić czy wybieramy samolot, łódź, czy mieszankę jednego z drugim aby dotrzeć do Kolumbii.

Najlepszą w naszym mniemaniu opcją był lot do Puerto Obaldia- ostatniego panamskiego miasteczka tuż przy granicy (można tam dotrzeć tylko za pomocą lokalnych linii lotniczych- dróg lądowych nie ma) i wzięcie stamtąd małej łódki do kolumbijskiej Capurgany, następnie kolejnej łodzi do Turbo, gdzie już zaczynają się normalne drogi. Brzmi jak adventure, zajmuje 2 dni i całość wychodzi bardzo ekonomicznie. Niestety- na lotnisku w Panamie dowiedzieliśmy się, że w grudniu wszystkie loty do Puerto Obaldia są już zabukowane. Czyli ten plan odpada! Trochę zmartwieni pognaliśmy do budki telefonicznej, aby skontaktować się z poznanym dzień wcześniej Adamem- kapitanem jachtu kursującego pomiędzy Panamą i Kolumbią, o którym wiedzieliśmy że jest najtańszy, wypływa za dwa dni i ma jeszcze wolne miejsca. Jachty to dość popularny sposób na przedostanie się z Panamy do Kolumbii lub odwrotnie i można je zabukować w recepcjach kilku backpackerskich hoteli. Rejs trwa około 5 dni i w grafiku jest zawsze przystanek na okolicznych wyspach San Blas, gdzie żyją Indianie Kuna. Brzmi to naprawdę interesująco, choć czasochłonność tej podróży nie była nam specjalnie na rękę (powód: gnamy na Sylwestra do Limy w Peru;). W każdym razie, zadzwoniliśmy do Adama, a tu kolejny suprise- w czasie kiedy jechaliśmy na lotnisko pytać o loty, ktoś zdążył zaklepać wszystkie miejsca. Szlag!

Pozostał nam zatem bezpośredni samolot do Kolumbii, co pozwoliło nam zaoszczędzić na czasie, ale stracić przygodę. Co zrobić! Musimy jednak opisać, co wyprawia się w kolumbijskich liniach lotniczych;) Najpierw krótki opis geograficzny: startujemy z Panama City, najbliższe lotnisko w Kolumbii to Pereira, ale my chcemy lecieć do Bogoty (stolica Kolumbii). O dziwo lot do Pereiry (która jest bliżej) odbywa się z przesiadką w Bogocie i kosztuje 100$ mniej niż sam tylko lot do Bogoty. Dlaczego dwa loty kosztują o sto dolarów mniej niż jeden, który w dodatku zawiera się w tych dwóch lotach- tego odgadnąć nie potrafimy! Wpadł nam do głowy jakże sprytny plan, by kupić tańszy lot do Pereiry i po prostu wysiąść w Bogocie, ale kwestia bagażu zawaliła sprawę. Pan z linii lotniczych uprzedził nas, że bagaż i tak zostanie nadany prosto do Pereiry, a zatem nie mając już innych opcji, tam właśnie postanowiliśmy lecieć.

Oczywiście będąc w Panama City wybraliśmy się nad łączący dwa oceany Kanał Panamski, a krótko po tym załadowaliśmy się do samolotu, aby po półtorej godziny wylądować w Kolumbii i przeżyć prawdziwy szok. Oczekiwaliśmy jakichś biednych (i być może nieco niebezpiecznych) klimatów, a to kraj rozwinięty i nowoczesny i naprawdę nie ma czego się bać! Ilość kontroli wojskowych na drogach jest tak duża, że guerilla nie stanowi takiego zagrożenia, jak kilka lat temu. Poza tym z powodu zbliżających się Świąt, wszystkie miasta są pięknie udekorowane światełkami i drzewkami, a zatem klimat świąteczny panuje tu pomimo braku śniegu. Z Pereiry ruszyliśmy do Bogoty- rewelacyjnego miasta! Są tam zarówno piękne zabytki jak i nowoczesne centra, ogromne parki zieleni, a ponadto życie nocne kwitnie prawie w każdej dzielnicy. Wszyscy tu tańczą salsę, rumbę lub kolumbijski taniec- cumbię :) Wrażenia bardzo pozytywne! Będąc w Bogocie, zwiedziliśmy także zlokalizowaną pod miastem katedrę wykutą wewnątrz kopalni soli. Informacją tą kończymy ten dość długi wpis i uprzedzamy, że już wkrótce pojawi się kolejny, bo wciąż dzieją się u nas ciekawe rzeczy!

  1. sittinghenpoland Said,

    No tak:) po prostu jesteście „skazani na sukces”,a przy tylu osobach, co śledzą stronę i przesyłają Wam dobrą energię jakby mogło być inaczej…:)

  2. Zosia Said,

    Wy to się umiecie pozytywnie rozczarowywać:)

  3. Kyle Said,

    I’m glad you made it to South America without too much difficulty. My motorcycle rim was repaired in Denver, Colorado, US, and is now working hard. I made it to Texas a few days ago, which is where I’ll stay for the next week, before heading toward snowy North Carolina.
    Trzymaj się,
    Kyle

Add A Comment