obrazek
микрозаймы на карту за 5 минут без проверки кредитной истории
paź
15

Pierwsze kojoty za płoty

Posted by Magda i Marcin

Buenos Dias!

Poprzednio podsumowaliśmy etap pod tytułem „USA” ale był to mały falstart, gdyż zrobiliśmy to przed wizytą w naszym ostatnim amerykańskim mieście. Nie szkodzi- równie dobrym miejscem na kilka słów o San Diego jest wpis o Meksyku, choćby dlatego, że jak zdążyliśmy zaobserwować, miasto to zamieszkuje jakieś pół miliona ludzi z ojczyzny tacos i burritos… drugie pół ma zaś meksykańskie korzenie. Pierwsza i najważniejsza rzecz na temat San Diego: było to pierwsze miejsce podczas naszej podróży w którym nie czuliśmy się do końca bezpiecznie. Pytanie „na jakiej ulicy mieszkasz?” nabiera tu nowego, bardzo dosłownego znaczenia. Wracając ze zwiedzania śródmieścia do domu naszego hosta, trzeba było poruszać się slalomem między leżącymi wzdłuż ulicy ciałami śpiących tam, świeżo upieczonych nielegalnych emigrantów, pochodzących od Meksyku przez wszystkie państwa Ameryki Środkowej do Panamy włącznie. Tyle o ciemnej stronie San Diego. Jasna, to jednogłośnie Park Balboa. Usytuowany niedaleko centrum miasta park, to coś na kształt centrum artystycznego San Diego, trochę to ogród botaniczny, trochę zoo a wreszcie jest to coś dla fanów kolonialnej architektury. Nam najbardziej przypadł do gustu bezpłatny tramwaj, którym można było ten rozległy park zwiedzać;)

Prosto z San Diego pojechaliśmy do Meksyku (podmiejska kolejka jedzie do granicy ok. 30 minut). Na granicy zaskoczenie – nie wiemy gdzie iść. W końcu policjant wytłumaczył nam, że mamy wejść „w ten betonowy tunel” . Najpierw trochę w górę, potem most, trochę w dół, jedna bramka, druga i… Meksyk. Tak po prostu, bez kontroli, pieczątki w paszporcie, kolejki. W druga stronę sprawa ma się inaczej- kolejka ludzi zmierzających do USA ciągnęła się w nieskończoność!

Kierując się do La Paz (południowa część Baja California) udało nam się popełnić niezłą gafę logistyczną. Nie mogąc zdecydować się, czy bardziej zaoszczędzimy jadąc autobusem (notabene szokująco luksusowym w porównaniu do naszych wyobrażeń o meksykańskich środkach transportu) prosto do celu czy łapiąc stopa- będąc zarazem skazanym na noclegi po drodze (zazwyczaj dosyć drogie), zmiksowaliśmy obie opcje.. i straciliśmy zarówno na autobusie jak i noclegach ;p Człowiek uczy się na własnych błędach! Dodatkowo złapaliśmy na stopa pierwszą ciężarówkę, w której spędziliśmy dwa dni podróżując przez pustynię, obserwując kaktusy, kojoty, kondory i tarantule. Prędkość pojazdu wahała się od 20 do 120 km/h, ponadto cały czas konwersowaliśmy z kierowcą używając hybrydy języka angielskiego, hiszpańskiego i migowego ;) Całe szczęście, mamy słownik! Dowiedzieliśmy się przy tej okazji, że tu jest bardzo bezpiecznie, ale lepiej się trzymać z daleka od „other side” z powodu „too much bad people”. W Kanadzie ostrzegali przed USA, w USA przed Meksykiem, w Meksyku słyszymy naokoło: z dala od Gwatemali! Mimo wszystko za troskę dziękujemy;)

Po 3 mozolnych dniach dotarliśmy wreszcie do La Paz zamierzając byczyć się tam tydzień, jednak z pewnych powodów skróciliśmy ten pobyt do 3 dni. No dobra, przyznajemy że jest to jedno z najbardziej turystycznych miejsc w Meksyku, więc czego mogliśmy się spodziewać? Znaleźliśmy tam wprawdzie kilka bardzo kuszących atrakcji, jak pływanie kajakami po Zatoce Kalifornijskiej w obecności wielorybów, nurkowanie lub wyprawa na pobliską wyspę Espiritu Santo, gdzie znajduje się kolonia lwów morskich, acz przerosły one studencką kieszeń. Na szczęście piękne piaszczyste plaże i przejrzysta woda pomogły nam szybko otrzeć łzy- było fajnie, tylko ile można plażować?! Przyzwyczajeni do szalonego tempa, jakie cały czas utrzymujemy, postanowiliśmy że czas najwyższy ruszać dalej! Zapakowaliśmy dobytek na prom do Mazatlan i ruszamy w stronę Guadalajary i co najważniejsze- Mexico City!

  1. holw Said,

    super jest ten Park Balboa no i oczywiście morze :d

Add A Comment