obrazek
микрозаймы на карту за 5 минут без проверки кредитной истории
wrz
10

Przystanek Alaska!

Posted by Magda i Marcin

W związku z licznymi pytaniami o „Chrisa o poranku” informujemy, że u Chrisa wszystko w porządku. Mało tego, pisząc tego posta oczekujemy na odpowiedź ze stacji radiowej w Haines, czy znajdzie się ktoś, kto podrzuci nas do Whitehorse (Jukon), To nie żart, nasza prośba krąży dziś w eterze ;) Zatem nieodwołalnie opuszczamy Haines po krótkiej, ale bardzo intensywnej wizycie. Był rafting, treking, orły i niedźwiedzie, nie zabrakło też części kulinarnej w postaci ukraińskich pierogów z serem cheddar oraz tutejszej specjalności- smażonego łososia. Nie wdając się szczególnie w kuchenne wątki, przechodzimy płynnie do relacji z ostatniego tygodnia.

Pierwszą niespodzianką była wyprawa  „na niedźwiedzie”, którą nasz gospodarz Byrne zafundował nam zaraz po przyjeździe. Z lekką dozą nieśmiałości (co my mamy niby robić z tymi niedźwiedziami?!) ruszyliśmy nad rzekę. No i kurde szok. Trzy brązowe sztuki spacerujące sobie jak gdyby nigdy nic, kawałek dalej cztery kolejne… i jeszcze dwa na pożegnanie. Schodzą tu z gór codziennie wieczorem i łapią ryby w rzece. Teraz możemy powiedzieć: normalka, nic takiego. Kogo dziwią niedźwiedzie na Alasce? ;)

Następne dni to kolejne atrakcje (które zarazem polecamy wszystkim wybierającym się do Haines). Wśród nich należy wymienić spływ pontonowy po rzece Chilkat River. Nie bez powodu spływy w tej okolicy należą do najbardziej popularnych na Alasce – to właśnie tutaj znajduje się największe skupisko bielika amerykańskiego. Podobno w listopadzie będzie ich tu ok, 4000. Do innych form aktywnego wypoczynku można zaliczyć kilka tras trekingowych po okolicznych górach. Nie są one wysokie (najbardziej popularny szczyt- Mt. Ripinsky liczy 1100 m.n.p.m.) ale zawsze startuje się z poziomu morza (a dokładnie Pacyfiku), więc wybitność tych gór może zadowolić nawet najbardziej doświadczonych górskich piechurów. My także postanowiliśmy zdobyć szczyt Mt. Ripinsky (jakos tak swojsko brzmi;). Była to dosyć wymagająca, szcześciogodzinna wędrówka (na trasie nie spotkaliśmy ani jednej osoby!). W związku z dużą koncentracją niedźwiedzi w tej okolicy, na trasie towarzyszyły nam bearspray i gwizdek (zgodnie z zasadą: „zachowywać się głośno”, celem odstraszenia zwierząt). Bardzo przyłożyliśmy się do wszelkich wskazówek, robiąc tyle hałasu, że nie spotkaliśmy żadnego niedźwiedzia- mało tego, podejrzewamy, że wszyscy mieszkańcy lasu modlili się o nasze odejście ;)

Pisząc o atrakcjach w  Haines, nie da się także nie wspomnieć Fortu Seward. Fort ten to znak militarnej przeszłości południowo-wschodniej Alaski. O ile wiemy, Haines (a dokładniej Port Chilkat) było ostatnią z 11 amerykańskich baz wojskowych na Alasce, ustanowionych podczas gorączki złota (1898). Przed przybyciem w te okolice żołnierzy, żyli tu Indianie – pozostałości ich kultury i sztuki można obejrzeć w miejscowych muzeach. Trzeba przyznać, że oficerskie kwatery cieszyły się całkiem wysokim standardem, co można zauważyć na zdjęciach. Do dziś centralną część fortu zajmuje ogromny plac, zachował się także jeden z koszarowych budynków i dawny szpital oraz domy oficerów.

Podsumowując, musimy przyznać jedno: nasz gospodarz Byrne, nie minął się z prawdą zapewniając, że Haines i okolica zapewnia właściwie wszystko, co cała reszta alaskańskich wiosek razem wzięta. To prawda, może zabrakło jedynie karibu z okolic Morza Arktycznego;) poza tym było niemalże wszystko czego oczekiwaliśmy.

  1. Szuwar Said,

    Hej ! Wspomniałem moim teściom o Waszej wyprawie i teściowa się martwi jak Wy tam pranie sobie robicie :-)
    pozdrofko

  2. Magda i Marcin Said,

    Spoko Bartas, z praniem nie jest tak źle. Najbardziej przypadły nam jednak do gustu wszechobecne dryer machines – trzy minuty i pranie suche. Nie ma się jednak co dziwić bo pada tu prawie codziennie więc i o suszeniu prania w ogródku nie może być mowy ;)

Add A Comment