obrazek
lut
27

The End

Posted by Magda i Marcin

No to czas na ostatni wpis. Niełatwo się za niego zabrać, bo piszemy już z domu (trochę to dziwne uczucie siedzieć we własnym pokoju i komunikować się z innymi ludźmi po polsku, ale chyba się przyzwyczaimy;). Ostatnim miejscem, które zobaczyliśmy w czasie tej podróży było Buenos Aires- nie obyło się bez przygód, ale do o tym zaraz.

Buenos Aires przez cztery z pięciu spędzonych tam dni bardzo nam się podobało. Trochę przypomina Nowy Jork, z ogromnymi drapaczami chmur, ale z drugiej strony można znaleźć wiele kolonialnej architektury i miejsc, które mają klimat. My zobaczyliśmy sławny w świecie cmentarz La Recoleta, gdzie jest pochowana Eva Peron (znana jako Evita), dzielnicę La Boca, w której tańczy się tango na ulicach (niestety to tango jest tylko pod turystów i tancerze jak harpie oczekują napiwków w zamian za swój taniec), stadion La Bomboniera- należy do zespołu Boca Juniors, oraz spróbowaliśmy kilku argentyńskich specjałów. Wszystko ładnie, nawet pięknie, po czym piątego dnia o godz. 7.30 stanęliśmy na przystanku autobusowym celem udania się na lotnisko. I tu przestało nam się Buenos podobać. Autobus nie przyjechał na czas, przyjechało za to auto z cwanymi rabusiami którzy ukradli nam mały plecak. Niestety w plecaku były nasze paszporty oraz kilka innych cennych dla nas rzeczy, więc jak się domyślacie z lotu powrotnego nici! Nie chcemy opisywać tej sytuacji, bo prawdę mówiąc wolelibyśmy zapomnieć jak najszybciej- powiemy tylko, że kilka kolejnych dni spędziliśmy na bieganiu po komisariatach, ambasadach oraz szukaniu nowych lotów. Podsumowując… nie, właściwie to nie możemy podsumować, bo wymagałoby to użycia bardzo niecenzuralnych słów w odniesieniu do argentyńskiej policji. Rzecz jasna na żadną pomoc z ich strony nie można liczyć, pewnie są w zmowie ze światkiem przestępczym. Pamiętajcie więc- jedyna metoda to bycie czujnym 24 h/ dobę.

„Dobrą stroną” tej kradzieży jest fakt, że Marcin miał spisane dwustronicowe podsumowanie podróży, które przepadło razem z plecakiem- macie farta, że nie musicie tego czytać;) Ale i tak podamy kilka faktów na temat naszej lucky trip:

– 6 miesięcy w podróży, ok. 22 000 przejechanych kilometrów
– 16 zwiedzonych państw (USA, Kanada, Meksyk, Belize, Gwatemala, Salwador, Honduras, Nikaragua, Kostaryka, Panama, Kolumbia, Ekwador, Peru, Boliwia, Argentyna, Chile), po drodze używaliśmy tylko dwóch języków (angielski i hiszpański)
– 96 złapanych stopów, 10 podróży łajbą, 2 pociągi i 1 lot samolotem (nie licząc tych do i z Ameryki), reszta to obskurne autobusy ;)
– 42 noce spędzone u ludzi z couchsurfingu i hospitality club, 22 noce w namiocie, 6 nocy u ludzi których złapaliśmy na stopa i zaprosili nas na nocleg (dziękujemy!!!!!), 2 noce spędzone w kabinie ciężarówki, reszta w hostelach lub na terminalach obskurnych autobusów ;)
– ranking 3 państw, w których najlepiej się czuliśmy: USA, Meksyk i Ekwador
– najbardziej uprzejmi ludzie: Kanada i Kolumbia
– najgorsze napotkane paskudztwo: karaluchy, w tym jeden LATAJĄCY GIGANT!
– było ekstra, polecamy każdemu, kto rozważa, czy ruszyć w podróż!!!

No to dziękujemy za czytanie stronki i komentowanie- czuliśmy, że nie jesteśmy sami. Nie chcemy nic obiecywać, ale może jeszcze kiedyś ta strona odżyje… ;)

Adios Amigos!

  1. sittinghenpoland Said,

    Dostarczaliście przez 25 tygodni ( 21.02.) ,180 dni (26.02.) Różnych emocji, od obaw do radości, cieszyły wasze barwne opisy i znakomite fotografie. Najważniejsze, że przeżyliście wspaniałą przygodę i jak nazwa, pomimo zawirowań na końcu, zakończyła się szczęśliwym powrotem:)

Add A Comment