obrazek
sty
14

Trochę ruchu nie zaszkodzi!

Posted by Magda i Marcin

Zgodnie z powyższą dewizą, postanowiliśmy rozruszać co nieco kości i ustaliliśmy plan na „Peru aktywnie”. Tego samego dnia, którego obejrzeliśmy linie w Nazca, wsiedliśmy do całonocnego busa do Arequipy, czyli punktu wypadowego do Kanionu Colca. Kanion ten nie dość, że jest najgłębszy na świecie, to jeszcze został odkryty przez Polaków- wstyd więc go nie zobaczyć, będąc w Peru. Z Arequipy zwanej białym miastem (prawdę mówiąc biały jest tylko rynek, reszta wygląda kosmicznie obskurnie- ale to normalka dla peruwiańskich miast) złapaliśmy kolejny bus do Cabanaconde, gdzie większość odwiedzających kanion turystów robi sobie bazę. Jak już się nie raz przekonaliśmy, w Andach odległość 100 km można pokonywać przez 5 godzin, więc do Cabanaconde dotarliśmy dość późno. Dodajmy, że sama droga dostarczyła nam wielu emocji, ponieważ autobus jedzie NAPRAWDĘ BLISKO krawędzi najgłębszego kanionu świata ;p Osobom o słabych nerwach odradza się pokonywać tę trasę, bo droga prowadzi po zboczu góry, nie jest w żaden sposób zabezpieczona i z okna trzęsącego się, przepełnionego ludźmi i zwierzętami (z nami jechała np. jedna lama w różowej apaszce) autobusu można obserwować stromą przepaść w odległości może 1 metra od koła. W każdym razie dotarliśmy na miejsce szczęśliwi, że przeżyliśmy i następnego dnia ruszyliśmy na szlak. Gdyby ktoś wybierał się do Colca, możemy polecić hostel Pachamama w Cabanaconde- w cenę 12 zł za noc jest wliczone pycha śniadanie, przechowalnia plecaków na czas trekkingu oraz dobra informacja o kanionie włącznie z mapką poglądową. Do tego serwują peruwiańskie pisco i pizzę prosto z pieca (do tego tematu wrócimy później, w dziale „smacznie”;). W Colca można zrobić kilka różnych opcji trekkingowych, w zależności od czasu i fantazji. My czasu za wiele nie mieliśmy, więc wybraliśmy sobie trasę dwudniową- zejście na dno, wspięcie się na drugą stronę, ponowne zejście i powrót do Cabanaconde. Widoki niesamowite, to był najpiękniejszy szlak jakim kiedykolwiek szliśmy. Do tego wiedzie on przez autentyczne peruwiańskie wsie osadzone na zboczach i na dnie kanionu- nie prowadzi tam żadna droga dla samochodów i ludzie używają poczciwych osiołków do transportu. Tak na marginesie tamci Peruwiańczycy to dopiero mają kondycję. Wydawało nam się, że idziemy w miarę wartko, do czasu gdy w drodze pod górę wyprzedziła nas kobieta w rozklekotanych trampkach, z dzieckiem na plecach i dwoma osłami na sznurku. Nawet starsze babcie zasuwały, że aż się za nimi kurzyło!!! Na szlaku spotkaliśmy pierwszy raz Łucję i Michała z Czech (jeśli to czytacie, serdecznie pozdrawiamy i mamy nadzieję, że dotarliście bez problemów do Limy;), trochę zmasakrowaliśmy sobie stopy z powodu braku treków oraz spędziliśmy nockę na dnie kanionu, w miejscowości San Galle. Warto dodać, że każdy hotelik ma tam w posiadaniu basen- całkiem sympatycznie wskoczyć do takiego po 7-godzinnej wędrówce! W „El Eden”, noc kosztuje 10 zł od głowy i tyle samo dwudaniowa kolacja przygotowana przez bezzębnego, acz bardzo miłego pana. Ceny są tu super przystępne, ponieważ kanion Colca nie jest aż tak popularny wśród turystów jak inne atrakcje Peru (sami rozumiecie, nie dowiezie Was tam żaden luksusowy pociąg ani nie znajdziecie tam SPA z masażami, więc spora część ludzi odpada w przedbiegach). Możemy jeszcze dodać, że zmęczeni jak mało kiedy, mielibyśmy duży problem ze wstaniem z łóżka następnego dnia, na szczęście znalazł się pomocny Amigo, który pomógł nam poderwać się w ekspresowym tempie :D A oto, kogo ujrzeliśmy rano na ścianie nad naszymi głowami:

Prosto z Kanionu Colca ruszyliśmy w stronę największej atrakcji turystycznej Peru (a może i nawet całej Ameryki Południowej), jednego z „Nowych 7 Cudów Świata” czyli Machu Picchu. Mówiąc o tym XV-wiecznym inkaskim mieście nie da się pominąć tematu pieniędzy. Nie chodzi o to, że jest drogo. Jest KOSMICZNIE drogo! Peru, w szczególności region Cuzco z całą premedytacja wykorzystuje fakt wielkiej popularności Machu Picchu zdzierając z turystów co się da. Największy problem to transport, bo do samego Machu Pichcu nie ma drogi dojazdowej, są tylko tory kolejowe. A zatem z Cuzco należy dotrzeć pociągiem do miejscowości Aguas Calientes, położnej u stóp Machu Picchu. Stamtąd większość ludzi podjeżdża mini busem do bramy wejściowej. Oto więc koszty przeciętnego odwiedzającego:

– dojazd do i z Aguas Calientes pociągiem: ok. 90 USD (~270 zł)
– nocleg w tanim hotelu Aguas Calientes: 20 soles x 2 noce (~44 zł)
– dojazd z Aguas Calientes do bram Machu Picchu: 8 USD x 2 (48 zł)
– dwa obiady w jednej z tańszych restauracji: 70 soli (~75 zł)
– wstęp do Machu Picchu: 125 soli (~130 zł)
RAZEM: 567 zł

Pytanie czy wszyscy się tu dobrze czują, nasuwa się samoistnie. Są też inne opcje dotarcia do ruin, jak kilkudniowy trekking Szlakiem Inków, ale raczej nie polecamy tego w czasie pory deszczowej (styczeń- najgorszy miesiąc ;) Z tego co widzieliśmy, ceny tej przyjemności zaczynają się od 300 dolców. Warto dodać, że są także lokalne pociągi do Aguas, w normalnych cenach- ale tylko dla rezydentów Peru. Nie martwcie się, dla upartych znajdzie się jednak sposób żeby nie wydać tam całych oszczędności, a do tego zyskać przygodę…

PRZEPIS NA MACHU PICCHU „PO STUDENCKU”

– dojazd do Aguas Calientes: lokalny autobus z Cuzco do Santa Marii (15 soles- za miejsca w jednym z trzech ostatnich rzędów, pozostałe miejsca- 20 soles), który odjeżdża z terminala Santiago; następnie taksówka przez Santa Teresę do Hydroelektryki (15 soles) – w tym miejscu kończy się droga. Z Hydroelektryki ruszamy pięknym szlakiem wzdłuż torów kolejowych, skręcamy w prawo na trzeciej „salida de emergencia”, po przejściu schodków wchodzimy na właściwe tory i skręcamy w lewo- potem już cały czas wzdłuż torów (ok. 2 godziny marszu, za darmo). Całość ok. 65 zł w obie strony.

– nocleg w najtańszym hotelu ok. 15 soles x 2 (~33 zł).

– dotarcie z Aguas Calientes do bram Machu Picchu: za darmo! Piękny godzinny spacer zamiast autobusu za osiem dolców!

– dwa obiady na drugim piętrze lokalnego marketu. Jadają tam głównie miejscowi, przekonanie o tym, że z turystów da się zedrzeć trzy razy więcej jeszcze tu nie dotarło. 2 x 5 soles = ~11 zł.

– bilet wstępu do Machu Picchu z legitymacją studencką ISIC: 63 sole (~67 zł)

RAZEM: 176 zł

Nam udało się zrobić to jeszcze taniej, bo wracając do Cuzco złapaliśmy stopa w Santa Teresie Warto pamiętać, aby zabrać wodę i przekąski typu batony czy ciacha z Cuzco (trzeba mieć coś na ząb, bo droga jest wymagająca), w Aguas wszystko jest raczej przedrożone.

Koniec tematu pieniędzy, w końcu wspomnienia z tej wizyty są bezcenne. Pomimo tych całych szopek z dotarciem do ruin, przyznajemy że warto zobaczyć to miejsce. Przede wszystkim, położenie miasta pomiędzy zielonymi strzelistymi szczytami robi mega wrażenie. Napiszemy tu jeszcze o wejściu na górę Huayna Picchu (co oznacza „młody szczyt”- a Machu Picchu to „stary szczyt”). Górujące nad miastem Huayna (znane tez jako Wayna) to ta sama góra, którą widać zawsze w tle gdy ogląda się zdjęcia stamtąd. Otóż każdy chce tam wejść, ale nie wszystkim się uda, sasasasa :D Na szlak wpuszcza się dwieście osób o godz. 7.00 i kolejne dwieście o 10.00. Biorąc pod uwagę, że dziennie ruiny odwiedza ponad 2000 osób, daje to nie tak wielki odsetek. By się tam dostać trzeba wstać bladym świtem (a właściwie jeszcze w nocy – my wstawaliśmy o 3.50), o 4.45 być przed pierwszą bramą gdzie z dzikim tłumem rusza się na wyścigi o miejsca na szlak na Huayna. Nam się udało – byliśmy w pierwszej setce, głównie dzięki temu, że szlak szacowany na 1h 20min pokonaliśmy w 48 minut :p Widok z góry jest niesamowity, ale chyba tylko w porze suchej (od kwietnia do października), w naszym przypadku trochę deszczu i sporo chmur uniemożliwiło poetyckie uniesienia ;) I tak mieliśmy sporo farta, bo pomimo pory deszczowej, w końcu wyszło słońce i większość zwiedzania przebiegło na sucho.

Wygląda na to, że to ostatni wpis z Peru. Pozdrawiamy serdecznie z Boliwii, gdzie dobry net to cud- w związku z czym nie jesteśmy w stanie wrzucić zdjęć póki co;)

  1. sittinghenpoland Said,

    „Amigo” –doskonały sposób, na szybkie wyjście z łóżeczka rano –opatentować. Czy wrzucicie fotkę lamy w apaszce ? Posiadacie niesamowity dar opisywania zdarzeń jest to „pisana” fotografia i nie jest to tylko moje zdanie :)…

  2. Gosia M. Said,

    mnie się amigo wcale nie podobał :/ chyba obudziłabym wszystkich swoim piskiem :P wy to lepiej napiszcie przewodnik dla turystów, jak ominąć te drogie fanaberie miejscowych, sprzedawajcie je tam za np 5 dolców i wszyscy są do przodu z sianem xD no, może oprócz miejscowych..

Add A Comment